Subiektywnie - lewicowo - transnormatywnie. Wyzwolenie - Równość - Solidarność.
Kategorie: Wszystkie | Hobby | Informacje | SocjoPolitRozkminy | Sztuka | historia | tęsknoty
RSS
piątek, 18 lipca 2014

Wspomnienie Juliusza Bożydara Saloniego:


Pamiętam ciągłe zawieszanie wykładów na uniwersytecie z powodu napadów ONR-u na profesorów. Byliśmy z Leszkiem Raabe, działaczem socjalistycznym, w redakcji „Robotnika” przy Wareckiej 7. Na dole maszyny, na górze redakcja. Bojówki ONR-u zaczęły zbierać się na ulicy, żeby splądrować redakcję. Leszek mówi do naczelnego Mieczysława Niedziałkowskiego: „Towarzyszu, a wy nic nie działacie?!”. Niedziałkowski: „Popatrz przez okno”. Zajeżdżają ciężarówki i wyskakują z nich tragarze z Hali Mirowskiej. Wystarczył jeden telefon i przyjechali nam na odsiecz! To była prawdziwa partia socjalistyczna!

 

Źródło: Magdalena Grochowska, Strzelecki. Śladem nadziei, s. 49.

 

Mieczysław Niedziałkowski

Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe.

wtorek, 15 lipca 2014

Ciekawostka znaleziona na poboczu marginesów świata - komentarz o przemianach lat 90. m.in. w Europie Wschodniej autorstwa Mansoora Hekmata, irańskiego socjalisty, teoretyka marksistowskiego; fragmenty tekstu "Developments in Eastern Europe and Prospects for Worker-socialism" z 1990 roku:


"[...] While everybody is joining the feast in honour of democracy, the East German and Polish worker, the Russian worker in Lithuania and Estonia, is just beginning to realise that he himself is being barbecued and served as the main course. The West European worker is realising that behind all this razzmatazz about democracy and human rights, it is the worker and worker alone who should take care of his economic interests and political rights, without hoping for anything to come from the intelligentsia who fill social democratic parliamentary seats or professional union posts. The fact that non-working class strata and their movements are trampling on each other's feet in their race to dissociate themselves from the worker and worker ideals, forces the worker today to think about his and her specific class identity. I think the '90s will find the worker in a totally different political pose.

[...] if society as a whole is going to re-think its foundations; if the '90s are to be the decade of struggle between social outlooks and if the bourgeoisie is heading for an ideological vacuum - all of which are characteristics of the '90s - then Marxism as a valid critique and outlook will once again come to the fore in society [...]"


Źródło: Mansoor Hekmat, Developments in Eastern Europe and Prospects for Worker-socialism, Worker Today nr 1, 1990.

 

Mansoor Hekmat

poniedziałek, 07 lipca 2014

Pierwszego lipca na stronie Lewica na Facebooku ukazał się list otwarty środowisk wolnościowych negatywnie oceniający wystawienie północnokoreańskiej opery „Morze krwi” w ramach 8 Turnieju Kobiety Kobietom. Podpisałem się pod listem, choć nie była to łatwa decyzja - raczej trudna konkluzja kilku gorączkowych godzin: rozmów z inicjatorami i inicjatorkami apelu, analizy sztuki, jej genezy oraz funkcji, jaką wciąż spełnia w totalitarnym reżimie. Wiedziałem, że list wywoła burzę, bo uderzy w osobę ważną dla feminizmu i lewicy, Katarzynę Bratkowską, współautorkę przedstawienia. Wiedziałem, że po list sięgną media, bo Bratkowska jest postacią publiczną, znaną z „afery aborcyjnej”, postacią niewygodną dla prawicy. Ale miałem poczucie, że po fiasku rozmów, w których bagatelizowała kontakty z ambasadorami Korei Północnej oraz znaczenie autorstwa opery i jej roli jako autorytarnego narzędzia, nie pozostało nic innego, jak odciąć się publicznie od całej sprawy.

List zaowocował komentarzem Bratkowskiej w Codzienniku Feministycznym, obfitą od półprawd próbą skierowania dyskusji na pole konfliktu partyjnego. Chybioną. Oprócz aktywistów i aktywistek Młodych Socjalistów, Zielonych i Polskiej Partii Socjalistycznej, podpisały się pod nim osoby ze środowisk, które nie mają ambicji partyjnych: Nowego Obywatela, Nowych Peryferii i Krytyki Politycznej. Co do reszty zarzutów, odniosę się do nich osobiście, nie mając legitymacji do mówienia w imieniu wszystkich sygnatariuszy. Odpowiem jako osoba transgender, którą Bratkowska nieopatrznie wrzuciła do worka „męskiej antyfeministycznej pseudolewicy”.

Wbrew temu co pisze, opera nie powstała w latach 30., a w roku 1971, pod pieczą późniejszego „dziedzica tronu” Kim Dzong Ila. Rozpoczęła nową erę w północnokoreańskiej kulturze, która od końca lat 60. podlegała dramatycznemu przekształceniu w socrealizm stalinowskiego typu. Służyła propagowaniu państwowej doktryny Dżucze i cementowaniu kult jednostki Kim Ir Sena, „wodza narodu”1. Zanim powstała opera, w 1969 roku mieliśmy film, a w latach 30. rzeczywiście coś, co Bratkowska pomyliła z operą. Chodzi o sztukę, której współautorem był Kim Ir Sen. Prostą dramaturgiczną agitkę mająca zachęcić „ignoranckich mieszkańców gór” do walki z japońskim okupantem2. W latach 60., gdy w Korei Północnej kwitł kult jednostki, jedną z wytycznych dla artystów było przerobienie wprawek pisarskich „wielkiego przywódcy” w „arcydzieła”, stąd „rewolucyjne opery” - po dziś dzień lektury obowiązkowe dla mieszkańców i mieszkanek państwa. „Morze krwi”, uznane przez reżim jako ponadczasowe dzieło, stało się najdłużej wystawianą operą w historii Korei Północnej. Swobodnie podchodzące do historycznych faktów, stało się narzędziem totalitarnego systemu w tworzeniu Dżucze-człowieka na wzór stalinowski3.

Pretekstem do wystawienia opery w Warszawie były zawarte w niej feministyczne wątki, choć gdyby podejść do „Morza krwi” krytycznie, zrywając rewolucyjny sztafaż, dzieło można by uznać za flagowy przykład patriarchalnego bełkotu, w którym główna bohaterka, anonimowa Matka, jest w istocie uosobieniem narodu i partii - kobieta jest narzędziem, a rodzina świętością (narracja budowana jest wokół trzech kluczowych, męskich, postaci: ojciec, mąż i syn)4. Można się z tym wnioskiem nie zgadzać i tu sugestia Bratkowskiej jest trafna, że opera byłaby wspaniałym tematem na seminarium Marii Janion. Ale mam prawo uznać, że wystawienie sztuki – ot tak, bez wzięcia w nawias, bez uwzględnienia jej zawiłej roli w totalitarnym reżimie - jest wątpliwe etycznie. Szczególnie, że za jej wystawienie wzięła się osoba, która jest de facto twarzą lewicy i feminizmu w Polsce, na której chcąc nie chcąc ciąży odpowiedzialność za środowisko.

Kibicowałem Bratkowskiej w wieloletniej, rzetelnej robocie feministycznej, broniłem jej w niedawnej „aferze aborcyjnej” i cieszyłem się, że próbowała odczarować w mediach ideę komunizmu. Niestety, mam poczucie, że to wszystko na nic przez beztroskie podejście do północnokoreańskiej propaństwowej sztuki, kontaktów z ambasadorami reżimu („Jesteśmy im wdzięczni [za partyturę], zaprosiliśmy ich na próbę generalną”, „[Sekretarz] pouczył nas jak wymawiać imiona i nazwiska”), a w końcu ponurych prób ocieplania oblicza Korei Północnej („Morze krwi” zestawiane z dziełami Sienkiewicza czy kuriozalne stwierdzenie, że „feminizm jest częścią oficjalnej i praktycznej polityki państwa”). Okropności Korei Północnej znamy, a przy tym nie ma się co łudzić, że reprezentanci totalitarnego kraju są bezinteresowni – bo wystawienie narodowej sztuki to wspaniały pretekst dla koreańskiej propagandy. Środowiska wolnościowe to nie MSZ. Smutnym skutkiem całego sporu stały się niesmaczne próby dyskredytacji doświadczeń uchodźców z Korei Północnej, co mogliśmy usłyszeć podczas wizyty Floriana Nowickiego i Katarzyny Bratkowskiej w Polskim Radio („Większość tych relacji, to są relacje uchodźców, którymi manipuluje bezpieka południowokoreańska […] Za odpowiednie zeznania mogą się wykupić”).

Czy uzasadnione jest porównywanie afery „Morza krwi” z „Golgotą piknik”? Zdecydowanie nie. Nikt z podpisanych – tu mogę pisać w imieniu wszystkich – nie wzywał do bojkotu czy blokowania. Jestem za jak najszerszą wolnością twórczą, choć chciałbym, by do takich sztuk jak „Morze krwi” podchodzono ze szczególną ostrożnością. Przede wszystkim uznałem, że mam prawo do oceny etycznej. Nie chcę, by mi to prawo odebrano w imię swoiście pojmowanej lojalności środowiskowej.

Czy afera „Morza krwi” to atak personalny na Katarzynę Bratkowską? Nie, to prośba o elementarną odpowiedzialność. Skoro szanujemy prawa człowieka, to nie promujemy tych, którzy tych praw nie szanują.

Przypisy:

1 Kim Dzong Il, On establishing the april 15 literary production unit, 1967.

2 Alzo David-West, "Nationalist Allegory in North Korea: The Revolutionary Opera Sea of Blood", North Koren Review, 2006, s. 86.

3 Alzo David-West, "Reading Sea of Blood through Bertolt Brecht's The Mother: North Korean 'Revolutionary Opera' and Nationalist Allegory", s. 16

4 "The Mother as a positive hero and primary agency of the patricentric nationalist allegory in Sea of Blood", w: Alzo David-West, "Nationalist Allegory in North Korea: The Revolutionary Opera Sea of Blood", North Koren Review, 2006, s. 85.

Kim Ir Sen
środa, 02 lipca 2014

Fragment Dziennika pisanego nocą. 1973-1979 Gustawa Herlinga-Grudzińskiego:

"[...] Dwa takie świadectwa odkurza dialog, urywek Rozmów z Mussolinim Emila Ludwiga* z roku 1932.

- Przed wojną, jeszcze jako socjalista, napisał pan w Avanti: „Socjalizm nie jest pogodną Arkadią; nie wierzymy w świętość życia ludzkiego”. Czy to nie faszyzm?

- Tak, ta sama właściwie rzecz.

- Napisał pan również: „Gdyby faszyzm nie był wiarą, jak mógłby rozniecić płomień entuzjazmu?”. Czy to nie komunizm?

- Nie niepokoją mnie tego rodzaju pokrewieństwa.

- Wynikałoby stąd, że wiara do której wy i Rosjanie apelujecie odróżnia oba wasze systemy od wszystkich pozostałych.

- Tak. I więcej nawet. Jesteśmy do siebie podobni w negacji. I my i Rosjanie jesteśmy wrogami liberałów, demokratów, parlamentu.

Świadectwem drugim jest zapis w dzienniku [Galeazzo] Ciano* z października 1939. Pakt Ribbentrop-Mołotow wywołał we Włoszech pewien zamęt, Mussolini zachodził w głowę jak go zaserwować partii. „Duce jest pod wielkim wrażeniem jakichś dokumentów i informacji z Rosji, które od niedawna są w naszym posiadaniu. Chce wszcząć kampanię prasową dla wyjaśnienia Włochom, że bolszewizm skonał, a jego miejsce zajął szczególny wariant faszyzmu słowiańskiego”."

* Emil Ludwig – niemiecki pisarz, znany m.in. z wywiadów ze Stalinem i Mussolinim,
* Galeazzo Ciano - zięć Benito Mussoliniego, członek Wielkiej Rady Faszystowskiej i minister spraw zagranicznych Włoch od 1936 roku.


Gustaw Herling-Grudziński

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8